Pomógł: 1 raz Wiek: 32 Dołączył: 27 Gru 2009 Posty: 432 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-06-16, 04:32
Anabelle napisał/a:
Dla większości z nas to nie problem. Ale dla osoby mocno wierzącej to olbrzymi problem, bo albo bachory (i to tyle, ile tylko się trafi), albo wstrzemięźliwość seksualna do końca życia...
To niech osoby mocno wierzące hartują siłę ducha!
To, że mają problematyczna dogmaty, nie usprawiedliwia ich uznawania. Chcą tak - niech cierpią. W końcu akt męczeństwa jest bardzo mocno wpisany w tą religię.
My braliśmy ślub cywilny, co było naturalne - nie chodzimy do kościoła, jesteśmy ateistami. Naturalne było dla nas, bo rodzina myślała, że ogniem, mieczem i płaczem nas przekona. Oglądałam te cyrki z uśmiechem na twarzy, nie mogąc pojąć co oni w ogóle wyczyniają. Poza tym pomyślałam, że jak ulegniemy, ewentualnie, to już zawsze będę słyszeć :"No tak, w sprawie ślubu się was dało ugadać, to ugadamy was też w innych kwestiach". Niestety, nadal niektórzy uważają, że "zmienimy zdanie" (jak to słyszę to mam szczękościsk). Miałam wystawną kieckę, czym sporo osób było zaskoczonych, bo nie wiedzieć czemu uważa się, że USC=garsonka; kościół=pełna gala. Moim zdaniem można się ubierać w co się chce, w końcu to nasz ślub był. Później była impreza, mocno rozrywkowa,z tańczeniem, DJem i rodziną oraz przyjaciółmi, było naprawdę fajnie i uniknęliśmy cioć typu piąta woda po kisielu, były same bliskie osoby. W październiku będziemy obchodzić pierwszą rocznicę ślubu. Póki co planujemy zakup mieszkania, na razie wynajmujemy. Myślę, że jak to nastąpi zacznie się faza na pytanie o dzieci, na co czekam z niecierpliwością, jako mistrzyni ciętej riposty i osoba z natury złośliwa :) A, jeszcze kotkę mamy. Już słyszałam, że to fatalnie, bo na pewno złapię toksoplazmozę, a to niebezpieczne (w kontekście posiadania potomstwa, oczywiście).
Na tą uwagę o kotce, że to niebezpieczne, zawsze możesz odpowiadać, że skoro toksoplazmoza jest niebezpieczna, to w takim razie poświęcisz się dla dobra ludzkości i nie będziesz się rozmnażać, w końcu na pewno już jesteście zainfekowani toksoplazmozą, a przecież nie chcecie sprawić aby na tym podłym okrutnym świecie było kolejne chore, nieszczęśliwe dziecko
Co do ślubu cywilnego - jak mnie to za przeproszeniem wkur**a, że umniejsza się rolę ślubu cywilnego! Gdy braliśmy ślub z Pio, na nasz ślub wszyscy przyszli "odpicowani" (fajni znajomi, to wiadomo, że się postarają ), poza jedną lalą, która przytargała swoje dwuletnie dziecko a ubrana była jakby wybierała się na plażę (skoro nie mogła brylować w tym dniu, to stwierdziła, że nie będzie w ogóle się starać, w końcu po co, to tylko ślub cywilny )
Wiem, że to zabrzmi bardzo płytko, ale umniejszanie roli ślubu cywilnego jest na wielu płaszczyznach - zdziwienie, że ubiór tak samo odświętny jak do kościoła, prezenty tańsze - w końcu to nie kościelny, nie ma co się wykosztowywać , mniej uroczyste i ten tekst: a, to wy cywilny braliście? taaak? (chwila konsternacji) tylko?
a czemu? a kiedy kościelny?
Na szczęście ta ostania część przytrafiła mi się raz, baaardzo daleka znajoma, która nie miała zielonego pojęcia o nas i naszym życiu zadała te pytania bezmyślnie.
Na szczęście znajomi bliscy i dalsi traktują śluby kościelne i cywilne tak samo, w końcu zapoczątkowaliśmy "falę" ślubów cywilnych w naszym gronie znajomych
Rodzina, przynajmniej moja, nie miała i nie ma żadnych obiekcji (a przynajmniej nic o tym nie wiem), w końcu jestem już trzecim pokoleniem, które bierze ślub świecki Co do rodziny Pio - były drobne zgrzyty - mama Pio miała pewne trudności w pogodzeniu się z tym, że jej syn nie weźmie kościelnego ślubu, ale chyba już to w pełni zaakceptowała (ma ze mną na prawdę sto światów, więc uważam, że jest naprawdę super! )... no, może mam drobny żal o pobłogosławienie Pio w dniu ślubu.... ale poza tym - jest zajebista
Pomógł: 1 raz Wiek: 32 Dołączył: 27 Gru 2009 Posty: 432 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-07-31, 07:22
Śluby kościelne niech sobie biorą obywatele "państwa" Watykańskiego.
My póki co żyjemy w Polsce - mimo wszystko nie widzę powodu "dublowania" tej procedury.
Mam też nietypowe spojrzenie na same kościoły jako takie. Dla mnie to nic innego jak ambasady Watykanu. Dla religii nie potrzeba żadnych tego typu hacjend, może dla pasibrzuchów w kieckach, aby mieli gdzie się wygodnie gnieździć. Z jakiej racji mają być jednak uprzywilejowaniu względem reszty obywateli?
Owszem większość może mieć potrzeby religijne, ale dlaczego nie miałby ich spełniać kościół narodowy, zamiast jakiegoś zagranicznego przerzutu? Chociażby z powodów finansowych - tzw. "świętopietrze" to nie jest fikcja. Czy rzeczywiście nie mamy co robić z pieniędzmi, tylko je jeszcze bezproduktywnie transferować i dawać wsadzać sobie cudzy nos nawet w nasz (niby?) suwerenny proces legislacyjny??
Jednym z najbardziej parszywych posunięć kościoła było wprowadzenie ślubu konkordatowego. Takie zagranie całkowicie sprowadziło ślub świecki na margines.
no, może mam drobny żal o pobłogosławienie Pio w dniu ślubu.... ale poza tym - jest zajebista
Żeby tego uniknąć ze strony rodziców nie zapraszaliśmy ich w dzień ślubu do domu, spotkaliśmy się wszyscy w USC.
Zostałem podstępnie zaskoczony. Moja matka dobrze wiedziała, że nie jestem osobą, która w ten dzień będzie robić zamieszanie z tego powodu. Zagryzłem zęby i tyle. Ale zawsze mogę powiedzieć, że to doświadczenie nie było niczym negatywnym. Wręcz przeciwnie. Pozwoliło mi to na wyciągnięcie wniosków na przyszłość i zrobienie kolejnego kroku w rozwoju osobistym .
Wiek: 24 Dołączyła: 15 Kwi 2010 Posty: 56 Skąd: Kraków
Wysłany: 2010-07-31, 15:26
Sonia napisał/a:
i ten tekst: a, to wy cywilny braliście? taaak? (chwila konsternacji) tylko?
a czemu? a kiedy kościelny?
A ja kiedy słyszę że ktoś bierze cywilny - okazuję ogromny entuzjazm, popieram taki wybór w 100% i... zazdroszczę, do czego otwarcie się przyznaję.
Dlaczego?
Bo my ulegliśmy presji. Z czym sobie nie mogę poradzić, tak strasznie żałuję Co do błogosławieństw - od moich rodziców po moim wyraźnym życzeniu dostaliśmy tylko mocny uścisk i buziaka, jego - zanim zdążyliśmy zaprotestować wyrysowali nam krzyżyki na czołach. Zagotowało się we mnie. Żeby w takim dniu nie móc spełnić naszych marzeń i nie odstawiać takiej szopki
W ogóle tradycyjny obraz błogosławieństw, z jakimiś krzyżami, klęczeniem na kolanach napawa mnie po prostu wstrętem.
_________________ "Rób co chcesz, a ludzie niech gadają"
Szczerze? Ja nawet nie wiem, jak takie błogosławieństwo wygląda
Z resztą ja baaardzo mało wiem, znam i rozumiem (jeśli o tym ostatnim można w ogóle powiedzieć) jeśli chodzi o całe te hocki klocki związane z kościołem, religią katolicką i rytuałami z nią związanymi - moja rodzina nigdy nie wtrącała się w moje podejście do wiary jakie by ono nie było, a zresztą poza moją babcią to właściwie chyba nikt nie jest wierzący. Moi rodzice ochrzcili mnie gdy miałam ponad rok (mój brat był chrzczony razem ze mną - miał siedem lat) ze względu na nieciekawe traktowanie w tamtych czasach służb mundurowych i ich rodzin no i ze względu na babcię - jej zależało, a moim rodzicom to totalnie wisiało, ochrzcili więc nas ze względu na babcię (drugą - już nie żyje). Tak więc ja mam się pod tym względem naprawdę super
Co do presji, Delilah, nie możesz więcej sobie na uleganie w tych kwestiach pozwolić! Z resztą w żadnych.! A jeśli nie ustalisz jasnej granicy, zaczną nawarstwiać się problemy.
Poza tym, skoro daliście się namówić na kościelny, to rodziny mogą dalej zaglądać Wam w życie prywatne i decydować za Was, bo "przecież i tak, prędzej czy później się zgodzicie na to, co oni od Was chcą."
Ja jasno powiedziałam, że nie życzę sobie żadnego błogosławieństwa i że jeśli tego nie uszanują to się na nich obrażę.
Brak uszanowania takiej decyzji jest dla mnie równoznaczny z brakiem szacunku. Np. Moja mama jest katoliczkę i gdy kiedyś umrze zorganizujemy katolicki pogrzeb właśnie dlatego, żeby uszanować jej życzenie. Postępując wg tego, co zrobili rodzice Pio moglibyśmy zorganizować taki pogrzeb jak nam się będzie podobać.
Jeśli ktoś godzi się na coś "dla świętego spokoju" to potem często ma niesmak i wyrzuty wobec samego siebie - tak jak teraz delilah. Nie warto zapominać o tym, kim się jest.
_________________ Happiness is when what you think, what you say and what you do are all in harmony.
Wiek: 24 Dołączyła: 15 Kwi 2010 Posty: 56 Skąd: Kraków
Wysłany: 2010-08-01, 17:53
Ależ moi rodzice uszanowali moją decyzję. W zasadzie każdą szanują - w zasadzie, bo kiedyś nie do końca tak było.
Co do teściów - również jasno i dosadnie poinformowanych o tym, że sobie nie życzymy - nie będę się wypowiadać. Co to zmieni, ja mam o nich wyrobione zdanie.
Sonia napisał/a:
Co do presji, Delilah, nie możesz więcej sobie na uleganie w tych kwestiach pozwolić! Z resztą w żadnych.!
Wiem... Nawet nie wiesz jak doskonale to zrozumiałam
Sonia napisał/a:
bo "przecież i tak, prędzej czy później się zgodzicie na to, co oni od Was chcą."
To już nawet nie o to chodzi. Obawiam się tylko że będzie mi wypominane że skoro brałam ślub w kościele to ... (wpisać dowolne).
Tylko że tak jak piszę, nigdy więcej nie zrobię czegoś tak sprzecznego z moimi przekonaniami.
Viento napisał/a:
Jeśli ktoś godzi się na coś "dla świętego spokoju" to potem często ma niesmak i wyrzuty wobec samego siebie
Dokładnie Nie wiedziałam nawet wcześniej, że mam tak ogromną potrzebę życia w zgodzie ze sobą.
Ale coż, człowiek uczy się na błędach. Ja wnioski na przyszłość wyciągnęłam. W zasadzie i ja, i mąż.
_________________ "Rób co chcesz, a ludzie niech gadają"
Wiek: 27 Dołączyła: 23 Mar 2010 Posty: 247 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-08-02, 00:10
delilah napisał/a:
To już nawet nie o to chodzi. Obawiam się tylko że będzie mi wypominane że skoro brałam ślub w kościele to ... (wpisać dowolne).
Nie daj się zagonić w jakieś bezsensowne poczucie winy, że ślub w kościele katolickim oznacza, że musisz przestrzegać społecznej nauki kościoła, bo obiecywałaś, a jak nie to ślub nieważny, świętokradztwo itp. Typowa prymitywna manipulacja psychologiczna
Po pierwsze, Wasz ślub cywilny będzie ważny, tak długo jak będziecie chcieli i to żałosna bzdura, że jak np. nie chcecie mieć dzieci , to ,,w takim razie nie jesteście małżeństwem...'''
Po drugie, sądzę, że nawet jeśli ktoś bierze ślub kościelny, a nie jest gorliwym katolem, to po prostu przysięga miłość i wierność partnerowi przed ''Autorytetem'' (bynajmniej nie myślę tu o księżulu) i to jest ważne. Cała reszta związana z ,,powinnościami katolickiej rodziny'' to tylko szantaż emocjonalny mający na celu zwiększenie pogłowia i wyników finansowych
fullcyborg napisał/a:
dla pasibrzuchów w kieckach, aby mieli gdzie się wygodnie gnieździć
A propos błogosławieństw: moi rodzice, podobnie jak Twoi poprzestali na serdecznym uścisku. Moja mama mimochodem stwierdziła nawet, że ,,nie ma pojęcia, jaki osprzęt trzeba mieć pod ręką na tę okazję w rozumieniu tradycyjnym''. Teściowa za to wiedziała doskonale. Przywiozła nawet biały obrus, a na nas wyskoczyła z kropidłem! Czułam jak głupawka nadciąga... No ale nie chciałam robić przykrości mężowi.... i w sumie też jej. Bo to naprawdę dobry człowiek, tylko wbito jej do głowy te wszystkie ''katolickie porządki''.
_________________ Człowiek jest w stanie wszystko pojąć, tylko nie może zrozumieć, dlaczego ktoś inny wyciera nos nie tak samo jak on...
by Iwan Turgieniew
Ależ moi rodzice uszanowali moją decyzję. W zasadzie każdą szanują - w zasadzie, bo kiedyś nie do końca tak było.
Co do teściów - również jasno i dosadnie poinformowanych o tym, że sobie nie życzymy - nie będę się wypowiadać. Co to zmieni, ja mam o nich wyrobione zdanie.
To dlaczego brałaś ślub kościelny skoro nie chciałaś? Nie przez naciski rodziców?
_________________ Happiness is when what you think, what you say and what you do are all in harmony.
Wiek: 24 Dołączyła: 15 Kwi 2010 Posty: 56 Skąd: Kraków
Wysłany: 2010-08-02, 19:03
Anabelle napisał/a:
Nie daj się zagonić w jakieś bezsensowne poczucie winy, że ślub w kościele katolickim oznacza, że musisz przestrzegać społecznej nauki kościoła, bo obiecywałaś, a jak nie to ślub nieważny, świętokradztwo itp.
A niech sobie będzie nieważny. Wisi mi to.
Anabelle napisał/a:
to żałosna bzdura, że jak np. nie chcecie mieć dzieci , to ,,w takim razie nie jesteście małżeństwem...'''
Hehe, dla mnie małżeństwo to dwoje ludzi, a nie dwoje ludzi i bachor. Zresztą dokładnie tak samo pojmuję rodzinę, podobnie jak definicje socjologiczne.
Anabelle napisał/a:
Po drugie, sądzę, że nawet jeśli ktoś bierze ślub kościelny, a nie jest gorliwym katolem, to po prostu przysięga miłość i wierność partnerowi
Tego też nie chciałam Dla mnie ślub kościelny to sztuczna, nienaturalna, nadmuchana szopka. Miałam taką fobię przed ślubem, że pomimo cudownego związku odrzuciłam pierwsze "oświadczyny" (jakkolwiek głupio to brzmi), czym strasznie zraniłam mojego faceta Bo on, jak to mężczyźni, myślał tylko o tym ze chce byśmy byli małżeństwem, natomiast jakoś umknęło mu wszystko przed A ja - dokładnie odwrotnie. Śniło mi się to po nocach, przed samym ślubem ważyłam 45 kilo. Ślub skrócił mi życie chyba o parę lat.
Kolejna historia w typie "wszyscy chcą mieć dzieci". Tak samo marzeniem każdej dziewczyny jest biała suknia i ślub, najszczęśliwszy dzień w życiu.
Kiedyś i tak miałoby to miejsce. Dobrze, że mamy to za sobą. Mimo tego że wszystko się udało, wesele (którego histerycznie nie chcieliśmy) jest wspominane przez wszystkich jako najlepsze, na jakich byli - nigdy nie zdecydowałabym się na to po raz drugi.
Viento napisał/a:
To dlaczego brałaś ślub kościelny skoro nie chciałaś? Nie przez naciski rodziców?
Myślałam, Viento, że chodzi Ci o to błogosławieństwo.
Nie było takich jawnych nacisków. Może dlatego, że nie postawiliśmy sprawy na ostrzu noża. Ale wiem, że rodzicom byłoby bardzo przykro. Poza tym mimo wszystko nie wyobrażaliśmy sobei nie zaprosić rodziny, z którą mamy bliski kontakt - więc kameralna uroczystość, która była dla nas marzeniem nie bardzo wchodziła w grę.
I jeszcze jedno od kościoła jesteśmy z dnia na dzień coraz dalej, wtedy myśleliśmy jeszcze nieco inaczej.
Wyszło jak wyszło. Żałuję. Jestem negatywnym przykładem braku asertywności. Ale wiem też, że dzięki temu będę mądrzejsza w przyszłości. Do czego gorąco zachęcam znajomych, bliższych i dalszych.
_________________ "Rób co chcesz, a ludzie niech gadają"
Wiek: 27 Dołączyła: 23 Mar 2010 Posty: 247 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-08-02, 19:15
delilah napisał/a:
Miałam taką fobię przed ślubem, że pomimo cudownego związku odrzuciłam pierwsze "oświadczyny". Ślub skrócił mi życie chyba o parę lat.
przykro słyszeć, że Cię to tyle kosztowało. Ślubofobię jak najbardziej rozumiem, wiem z doświadczenia, że tylko wzmaga dzieciofibię i że to cholerny stres. A wszystko przez to cholerne uproszczone postrzeganie społeczne i stereotypy, jakimi częstuje otoczenie.
delilah napisał/a:
Żałuję. Jestem negatywnym przykładem braku asertywności. Ale wiem też, że dzięki temu będę mądrzejsza w przyszłości.
No właśnie
Zresztą, oprócz schematu:
,,jeśli zrobiliście to, to uda nam się wymusić i koleje rzeczy''
zawsze można podejść do tego:
,,zrobiliśmy to, czego oczekiwaliście, a teraz, na zasadzie wzajemności wy ustąpcie i ogólnie - get a life'' :)
_________________ Człowiek jest w stanie wszystko pojąć, tylko nie może zrozumieć, dlaczego ktoś inny wyciera nos nie tak samo jak on...
by Iwan Turgieniew
Ostatnio zmieniony przez Anabelle 2010-08-02, 19:37, w całości zmieniany 1 raz
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach