Wczoraj byłam na nowym Robin Hoodzie i jestem mile zaskoczona. Film nie jest jakoś specjalnie ambitny i jest zdecydowanie słabszy od Gladiatora, ale jest dopracowany. Stroje i charakteryzacja - genialne. Świetna rola Cate Blanchett (Marion) jako kobiety silnej i odważnej. Sceny walk są świetne i nieprzeładowane efektami. Jednak największym plusem jest to, co reżyser zdecydował się pokazać.
Teraz będzie SPOILER WIĘC JEŚLI CHCECIE OBEJRZEĆ FILM TO NIE CZYTAJCIE DALEJ!
Scott przedstawił te wydarzenia, które doprowadziły do tego, że Robin Longstride został Robin Hoodem okradającym bogatych i dającym biednym. Historycznie trochę tu namieszano. film zaczyna się od walk angielsko - francuskich podczas powrotu Ryszarda Lwie Serce z krucjaty do Anglii, a kończy tam, gdzie inne filmy o Robin Hoodzie się zaczynają czyli w momencie kiedy Robin zostaje wyjęty spod prawa i zaczyna ukrywać się w Sherwood. Mi się to bardzo podobało. Oglądanie po raz kolejny tej samej historii o lataniu po lesie i strzelaniu z łuku mogłoby być nudne nawet biorąc poprawkę na dużą ilość facetów z brodami i mieczami. ;) A tak - byłam mile zaskoczona i chętnie jeszcze kiedyś ten film obejrzę.
_________________ Happiness is when what you think, what you say and what you do are all in harmony.
Wiek: 36 Dołączyła: 07 Maj 2010 Posty: 62 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-05-19, 17:46
Robin Hood i Agora jeszcze przede mną. Zwłaszcza na Agorę ostrzę sobie zęby.
A ja ostatnio oglądam starocie. Na przykład Monsieur Verdoux Chaplina. I polecam. Tak jak jestem ogromną wielbicielką Chaplina niemego (Dyktator i Światła rampy, choć lubię, jednak trochę mnie rozczarowały), tak akurat Monsieur Verdoux rzucił mnie na kolana. I nawet trudno mi zwerbalizować moje wrażenia. Nie wiem... wyważenie między komedią a dramatem? Powściągliwa, acz pełna wyrazu gra Chaplina? Temat - trudny, niejednoznacznie zdefiniowany? Charlie Chaplin wielkim reżyserem (aktorem, scenarzystą, producentem, kompozytorem) był!
_________________ Więc jeszcze seta, znakomicie,
padniemy, ale zgódźcie się,
że z tylu różnych dróg przez życie
każdy ma prawo wybrać źle
Agora istotnie ciekawa, zwłaszcza jako temat do dalszej dyskusji.
Ale zaproponować chcę filmy lżejsze, wesołe a przy tym niebanalne. Jeden to "Hot Fuzz". Brytyjska komedia policyjna (kryminalna?), ale nie mająca szczęśliwie nic wspólnego z "Akademiami Policyjnymi". Londyński glina odnosi wielkie sukcesy w walce z przestępczością, czym drażni przełożonych, gdyż niebezpiecznie odstaje od średniej. Dostaje więc polecenie wyjazdu do jakiejś pipidówy, by odpocząć. I tu właściwie zaczyna się film, bo mieścina rządzi się swoimi prawami, ma swoje sekrety a tamtejsza Policja inna jest niż nasz bohater. Świetna zabawa, choć pewnie nie dla każdego.
W trochę zbliżonym temacie ostatnio obejrzałem "Observe and report". Szef ochrony centrum handlowego, która to składa się z osobników o jakich niegdyś mawiano, że "prochu nie wymyślą", zamierza pojmać grasującego w okolicy ekshibicjonistę. W roli głównej Seth Rogen, wielki, miśkowaty dwudziestokilkulatek, którego talent komiczny zauważyłem w przezabawnym "Zack i Miri kręcą porno". Który to film też polecam na niezobowiązujący wieczór.
Ostrzegam potencjalnych wrażliwców, że to kino lekkie i niezbyt trudne, ale jednak przyjemne.
Z nieco innym powodów rekomenduję irlandzki film "Intermission" z m.in. Colinem Farrelem. Przewrotna, wielowątkowa komedia w której wszystkie historyjki zgrabnie układają się w całość. A dla niechętnych tzw. komediom romantycznym sugeruję "Leap year". Akcja toczy się w Irlandii, pomysł mało odkrywczy, bo Amerykanka jedzie za facetem (Amerykaninem) na Zieloną Wyspę, gdzie oczywiście wszystko zaczyna toczyć się nie tak, jak miało być. Przypadkiem poznaje autochtona i... W rolach głównych znana z "Julie i Julia" Amy Adams oraz Matthew Goode (m.in. "Powrót do Brideshead", "Samotny mężczyzna"). Niby wiadomo jak się to z grubsza skończy, ale czasu na ten film przeznaczonego nie nazwę straconym.
Genialna Julian Moore i niezapomniany Firth. ( co prawda jak dla mnie to on może stać przez 2h i nic nie robić a i tak będzie niezapomniany)
Szczególnie niezapomniane są słowa
" Oni wszyscy marzą tylko o ciepłej posadce w jakiejś korporacji; następnie o spłodzeniu dzieciaków pijących Colę i wgapiających się w telewizor; które śpiewają piosenki z reklam i rozwalają wszystko młotkiem. Dlaczego więc nie powinniśmy zostać zgładzeni? "
Polecam film "Aftermath: Population Zero" zrealizowany przez National Geographic. Wyobraźcie sobie, że nagle zniknęliby wszyscy ludzie. Wiadomo, że ta wizja jest nierealna, bo nawet gdybyśmy kiedyś wyginęli jako gatunek to ludzie nie znikną z powierzchni Ziemi wszyscy jednocześnie, ale film skupia się na następstwach takiego hipotetycznego zniknięcia ludzi z Ziemi i to jest fascynujące! Przewidywania dotyczące tego jakie byłyby to skutki i w jakim czasie natura poradziłaby sobie ze zniwelowaniem i zneutralizowaniem negatywnego wpływu ludzi na środowisko zostały oparte na skrupulatnych wyliczeniach. Policzono ile czasu minie zanim skończy się prąd i wybuchną wszystkie elektrownie atomowe. Jak szybko planeta się oczyści z promieniowania i zanieczyszczeń? Co się stanie z naszymi zwierzętami domowymi i gospodarskimi? Jak szybko znikną z powierzchni miasta, drapacze chmur, drogi, które popękają pod wpływem wiatru i deszczu i zostaną zarośnięte przez trawę i drzewa? Te prognozy wskazują, że ok 10 000 lat rozwoju ludzi (wcześniejsi przodkowie ludzi nie mięli takiego wpływu na środowisko jak współczesne cywilizacje) i ich wpływu na środowisko natura mogłaby zneutralizować w stosunkowo krótkim czasie - kilku tysięcy lat. Kiedy z Ziemi zniknąłby ostatni ślad po ludziach? Najdłużej przetrwałyby betonowe lub żelbetonowe pomniki, np. Statua Wolności, ale i one zostałyby starte z ziemi przez lodowce za kilkadziesiąt tysięcy lat. Film jest fascynujący jeśli potraktuje się go jako ciekawostkę. Mnie zachwycił, bo od dawna ciekawiła mnie taka wizja.
_________________ Happiness is when what you think, what you say and what you do are all in harmony.
Dawno już tak się nie bałam jak wczoraj, oglądając After Life w reżyserii Agnieszki Wójtowicz-Vosloo. Poszukajcie filmu w necie, bo nie wiadomo, czy w Polsce trafi do kin. To debiut mało znanej reżyserki, ale robi niesamowite wrażenie. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że film jest o właścicielu domu pogrzebowego, ale to tylko pozory. Co prawda dom pogrzebowy istnieje, działa i ma klientów, ale nie jest tym, czym się wydaje. Anna po kłótni z chłopakiem ma wypadek samochodowy i trafia właśnie do tego domu pogrzebowego. Budzi się i dowiaduje się, że umarła. Nie może tego zaakceptować. Praktycznie do ostatniej chwili nie wiadomo, czy Anna umarła i mamy do czynienia z duchem, czy jednak mimo wszystko żyje. Prawda jest przerażająca, a groza w filmie polega na tym, że finał czyli pogrzeb nieuchronnie się zbliża. Film cały czas mocno trzyma w napięciu, a wyjaśnienie sytuacji ryje mózg i na długo zapada w pamięć.
Scena, która mnie zmroziła to gdy mały chłopiec Jack zakopuje żywcem w kartonowym pudełku małego kurczaka. Z troską w głosie mówi do niego: nie bój się, tak będzie lepiej. I naprawdę w to wierzy!
Film jest też o tym, że niektórzy ludzie są już martwi za życia. Chodzą, oddychają, odżywiają się i wydalają, ale ich życie jest puste, żyją w ciągłym strachu. Boją się nic nie robić i żyć tak dalej, ale jeszcze bardziej boją się coś zrobić, bo perspektywa zmian ich przeraża.
Utkwił mi w pamięci ten fragment:
Anna: Dlaczego w ogóle umieramy?
Właściciel domu pogrzebowego: Żeby nadać życiu wartość.
Z reżyserką był wywiad w Wysokich obcasach. Agnieszka w bardzo interesujący sposób opowiada o tym jak doszło do nakręcenia tego filmu.
Ja wczoraj oglądałam "Braci". Film bardzo mi się podobał, choć może zakończenie nie do końca. Świetna gra aktorska, dużo emocji, naprawdę mnie wciągnął.
Filmy przyjemne, do oglądania w ramach rozrywki to "Knight and Day", "Killers", "The Ugly Truth" - ilość scen przyprawiających o atak śmiechu - duża
Dwa pierwsze filmy opowiadają o życiu tajnych agentów jednak różnią się od siebie diametralnie i myślę, że oba warto obejrzeć. Mnie podobały się oba ale Pio bardziej przypadł do gustu "Knight and Day", możliwe, że wpływ ma kolejność oglądania - pierwszy zazwyczaj podoba się bardziej
W "Knight and Day" Cruise i Diaz rewelacyjnie grają - rola Toma jest bardzo yhm... zabawna
W "Killers" Heigl jest świetna, moim zdaniem przyćmiewa Kutcher'a. W połowie filmu fabuła może wydawać się naciągana, ale na koniec nabiera sensu. Można się oczywiście przyczepić, że łatwo rozgryźć "kto za tym wszystkim stoi", ale mimo wszystko warto obejrzeć.
"The Ugly Truth" - ehh... no cóż.. główni aktorzy - świetnie grają, niektóre teksty - rewelacja, idealne Fabuła - jak to w romantycznych komediach bywa... można się domyślić, ale film naprawdę ogląda się bardzo przyjemnie
Obecnie nie umiem się doczekać "Salt" - ciekawa jestem jak Olbrychski (długo ) grał w filmie no i Angelina czasami ma dobre filmy
Wiek: 36 Dołączyła: 07 Maj 2010 Posty: 62 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-07-31, 08:07
Anna napisał/a:
Ja wczoraj oglądałam "Braci". Film bardzo mi się podobał, choć może zakończenie nie do końca. Świetna gra aktorska, dużo emocji, naprawdę mnie wciągnął.
Oglądałaś amerykański remake czy duński pierwowzór?
_________________ Więc jeszcze seta, znakomicie,
padniemy, ale zgódźcie się,
że z tylu różnych dróg przez życie
każdy ma prawo wybrać źle
Oglądałam After Life, i również jestem zachwycona tym filmem, żaden dawno mnie tak nie wciągnął i nie przeraził jednocześnie. Warto obejrzeć!
Z filmów, które wzbudziły u mnie podobne odczucia, polecam również:
"Funny games" - polecam austriacka wersje z 1997 roku, jest jeszcze amerykański remake z 2007 z Naomi Watts w jednej z głównych ról. Trzyosobowa rodzina wyjeżdża do domku nad jeziorem aby spędzić miły, spokojny weekend. Niestety ich plany zostają zakłócone przez niespodziewaną wizytę dwóch młodych mężczyzn, którzy okazują się wyrachowanymi psychopatami. Rodzina zostaje wciągnięta w okrutna grę...Film niesamowicie wciągający...Polecam!!
"Eden Lake" - klimat podobny do filmu opisanego powyżej, tym razem głównymi bohaterami jest para Steve i Jenny, którzy postanawiają wyjechać na krótki wypoczynek poza miasto. Wypad zapowiada się wspaniale tym bardziej ,że Steve pragnie się oświadczyć swojej dziewczynie. Drobne spięcie pomiędzy parą a grupą młodzieży, która swym głośnym i wulgarnym zachowaniem burzy spokój zakochanych, nieoczekiwanie doprowadzi do prawdziwego wybuchu bezsensownej przemocy...
"Shaun of the dead" - rewelacyjna komedia okraszona typowym brytyjskim poczuciem humoru :) Polski tytuł to: Wysyp żywych trupów
Shaun ma prawie trzydziestkę i żadnego konkretnego celu w życiu. Wydaje się, że więcej uwagi poświęca swoim kumplom, nieudacznikom podobnym do niego, z którymi dzieli także mieszkanie, niż swojej narzeczonej Liz. Wkrótce nadejdzie jednak chwila, w której Shawn zrozumie jak wiele znaczy dla niego jego Liz. Stanie się tak za sprawą zombie, które pewnego dnia pojawią się w Londynie....
Oglądałam tez "Brothers" wersje amerykańską .Świetny film, tylko zakończenie nie za bardzo mi się podobało, w ogóle miałam wrażenie, że film został "ucięty" w najważniejszym momencie... Czy duński pierwowzór jest lepszy??
_________________ I do what I have to to live the way I want to
Wiek: 36 Dołączyła: 07 Maj 2010 Posty: 62 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-07-31, 22:14
catwoman napisał/a:
Oglądałam tez "Brothers" wersje amerykańską .Świetny film, tylko zakończenie nie za bardzo mi się podobało, w ogóle miałam wrażenie, że film został "ucięty" w najważniejszym momencie... Czy duński pierwowzór jest lepszy??
W ciemno stawiałabym, że tak (chociaż zakończenie też "ucięte"). ;) Nie widziałam remake'u, ale oryginał był rewelacyjny z niezapomnianą kreacją Ulricha Thomsena. Więc jak ktoś jeszcze nie widział wersji amerykańskiej, to ja polecam jednak duńską. Zwykle, jeśli jakiś europejski film dorobił się wersji hollywoodzkiej, sięgam najpierw (albo i tylko ;)) po pierwowzór. I nigdy źle na tym nie wyszłam.
_________________ Więc jeszcze seta, znakomicie,
padniemy, ale zgódźcie się,
że z tylu różnych dróg przez życie
każdy ma prawo wybrać źle
Wyspa tajemnic zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Film ma klimat i przez cały czas trzyma w napięciu, do samego końca myślałam, że wkręcają Teddiego, że jest chory psychicznie. Bardzo lubię taką zagmatwaną fabułę. A rola DiCaprio - genialna! Był bardzo przekonujący, potrafi zagrać wiele emocji.
Nie mogę się doczekać weekendu kiedy pójdę na Incepcję.
_________________ Happiness is when what you think, what you say and what you do are all in harmony.
Viento, widzę, że oglądamy te same filmy :) jeśli podobała ci się wyspa tajemnic to Incepcja też przypadnie ci do gustu, byłam wczoraj, i chociaż nie przepadam za filmami w klimacie Matrixa to jednak Incepcja zrobiła na mnie duże wrażenie. Genialna (może dla niektórych za bardzo zagmatwana) fabuła i muzyka. Więcej opowiadać nie będę :)
Leonardo Di Caprio świetnie dobiera sobie role ostatnimi czasy, zdecydowanie ceni sobie jakość a nie ilość granych filmów. Doskonale pamiętam go jako małego chłopca z "Critters", ;) potem dojrzewającego chłopaka w "Romeo & Julia", "The Basketball Diaries", "Co gryzie Gilberta Grape'a" czy "Pokoju Marvina", coś mi się zdaję, że jeszcze namiesza w historii kina.
Miłego oglądania Viento!
_________________ I do what I have to to live the way I want to
Wiek: 27 Dołączyła: 23 Mar 2010 Posty: 247 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-08-04, 20:30
Viento napisał/a:
Wyspa tajemnic zrobiła na mnie wielkie wrażenie.
Także polecam. Z tych samych powodów. A końcówka, kiedy jednak w remisji paranoi do końca gra swoją rolę - bardzo przejmująca.
catwoman napisał/a:
coś mi się zdaję, że jeszcze namiesza w historii kina.
Też tak sądzę. Świetnie poradził sobie z gębą ,,ładnego chłoptasia'', wybiera różnorodne role, a w każdej jest przekonywujący ( sławetny Titanic, moim zdaniem, był jego zdecydowanie najgorszą kreacją).
Miłego oglądania dziewczyny!
_________________ Człowiek jest w stanie wszystko pojąć, tylko nie może zrozumieć, dlaczego ktoś inny wyciera nos nie tak samo jak on...
by Iwan Turgieniew
Wiek: 36 Dołączyła: 07 Maj 2010 Posty: 62 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-08-07, 15:38
Bardzo lubię Di Caprio. Uważam, że jest jednym z najlepszych współczesnych aktorów. W "Titanicu" też mi się podobał - jak dla mnie to tylko dzięki jego aktorskiej charyzmie udało się uwiarygodnić ten miałki w sumie wątek romansowy. Z tym, że ostatnio coś za bardzo zafiksował się w cierpiętniczych rolach zrozpaczonych ojców, tudzież przeżywających kryzys mężów. ;)
"Incepcji" jeszcze nie widziałam. Za to znów mam fazę na starsze filmy. I przyznać muszę, że znacznie częściej dostaję gęsiej skórki z zachwytu właśnie przy starszych produkcjach niż przy nowszych. Kilka niedawnych zachwyceń: "Ich noce" Capry, "Garsoniera" Wildera, "Lolita" i "Ścieżki chwały" Kubricka.
_________________ Więc jeszcze seta, znakomicie,
padniemy, ale zgódźcie się,
że z tylu różnych dróg przez życie
każdy ma prawo wybrać źle
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach