Niestety skończyłam czytać Świat bez końca Kena Folletta. Niestety, bo od tej książki nie sposób się oderwać i pewnie jakiś czas minie zanim jakaś znów mnie tak pochłonie. Ale do rzeczy. "Świat bez końca" nie jest zwyczajną kontynuacją "Filarów ziemi". Rzeczy, które zachwyciły mnie w "Filarach ziemi" czyli pokazanie życia prostych ludzi i zepchnięcie polityki na tor boczny tutaj nadal są wielkim plusem, ale autor nie poprzestał na tym. Z wielkim rozmachem i realizmem opisuje plagę dżumy, wojnę stuletnią, w której bezpośrednio uczestniczy jeden z najważniejszych bohaterów. Poza tym rozwijająca się nauka i medycyna rzucają wyzwanie wierze katolickiej i podważają jej dogmaty. Zafascynowała mnie postać Caris - niezależnej kobiety umiejącej samodzielnie myśleć. Caris zawsze po cichu kwestionowała dogmaty katolicyzmu, tradycyjne metody leczenia (okłady z odchodów, puszczanie krwi), nie godziła się ze społeczną rolą żony i matki. W tradycyjnej rodzinie i małżeństwie, w którym zgodnie z prawem kościoła kobieta jest poddana mężowi i musi być mu we wszystkim posłuszna widziała po prostu niewolnictwo i brak możliwości zrealizowania swoich marzeń o byciu medyczką. Autor niezwykle pomysłowo poprowadził tę postać. Caris została kupcem i właścicielką prężnie rozwijającego się biznesu. Została oskarżona o czary, bo była niewygodna dla przeora. Nie spalono jej na stosie, ale postawiono jej ultimatum - musiała wstąpić do zakonu. Caris została główną medyczką w tym zakonie, potem przeoryszą i zabrała się ostro za reformy. Następnie wywalczyła unieważnienie procesu i uniewinnienie i zrzuciła habit. Wyszła za mąż za ukochanego z czasów młodości, ale była już wtedy za stara, żeby mieć dzieci. Fantastyczna, wyrazista i bardzo pozytywna postać - wzór oddania i troskliwej lekarki, otwarty i kreatywny umysł. Nie tylko ona jest tak wspaniała, inni bohaterowie też są nietuzinkowi, ale nie będę was zanudzać ;)
A co wy czytacie?
_________________ Happiness is when what you think, what you say and what you do are all in harmony.
Przeczytałam niedawno m.in. dwie książki "Jędza w domu, czyli co 26 kobiet myśli o seksie, samotności, pracy, macierzyństwie i małżeństwie" Cathi Hanauer oraz "Drań na kanapie, czyli, co 27 mężczyzn myśli o miłości, rozstaniach, ojcostwie i wolności" Daniela Jonesa (jej męża). Są to zebrane opowiadania, eseje kobiet i mężczyzn, głównie pisarek, pisarzy, publicystek, publicystów, wydawczyń, wydawców itp. nt miedzy innymi życia rodzinnego, dzieci i związków. Może dla kogoś niezdecydowanego co do chęci posiadania dzieci będzie to jakieś źródło informacji, jak dla mnie jest to kolejne potwierdzenie.
_________________ “Don’t cook. Don’t clean. No man will ever make love to a woman because she waxed the linoleum - «My God, the floor’s immaculate. Lie down, you hot bitch!»." Joan Rivers
Mam do Was pytanie. Wydaje mi się, że ktoś tutaj czytał książkę "Dziecioodporna" E.Giffin. Czy mogłabym liczyć na króciutkie streszczenie wraz z zakończeniem - właściwie to głównie o nie mi chodzi, bo streaszczenie mogę przeczytać w każdej recenzji, a zakończenia nie ujawniają prawie nigdy
Potrzebuję to do malutkiego zaliczenia i będę bardzo wdzieczna.
Jeśli nie chcecie zdradzać zakończenia na forum, możecie wysłać mi priva
Z góry dziękuję.
Mogłabyś podsumować jakie wnioski wyciągnęłaś z tych książek?
Dzieci nie są głównym tematem, raczej jednym z elementów (nie we wszystkich esejach jest o nich mowa).
Kolokwialnie mogę napisać, że wniosek mam taki: straszny zapieprz. Pisali tam o sobie ludzie mocno zajęci pracą umysłową, literacką oraz życiem codziennym, w tym kotłowaniem się z dziećmi. Losy tych osób są różne (pełne rodziny albo porozdzielane), ale dzieci stanowią tam jedno z kryteriów spełnienia się bohaterów, radości, choć też, oczywiście, emocji takich jak gniew, zniecierpliwienie. Jedna z kobiet pisała, że jej dziecko jest osobą, od której najbardziej chciałaby odpocząć i do której najbardziej tęskni.
Nie są to książki z przesłaniem w stylu "żałuję, że mam dzieci" czy "bez dzieci moje życie byłoby lepsze", raczej, jak wspominałam, potomstwo jest często jednym z powodów zadowolenia, szczęścia bohaterów, ale np. na równi z pracą umysłową - praca tych osób, to nie jest jedynie harówa dla kasy, żeby przeżyć (choć też, oczywiście), tylko zazwyczaj spełnianie się artystyczno-literackie. Ogólnie są to przemyślenia bez żadnego dydaktyzmu czy radzenia w którąkolwiek stronę. Ale czytając o ich sposobie życia, zajęciach itp. czułam po prostu, że mi to zwyczajnie nie odpowiada, choć dla nich było to powodem autentycznego szczęścia. Tak więc po prostu kwestia gustu.
Żeby nie wyszło, że to jakaś afirmacja życia z dzieciaczkami - pomysł na książkę autorce narodził się ze zmęczenia, braku czasu na ogarnięcie wszystkiego, uczucia prawie ciągłego podirytowania i gniewu. Zaczęła rozmawiać z koleżankami, które żyły w sposób podobny do niej i okazało się, że ich doświadczenia są często zbliżone. Mąż autorki w następnej książce oddał głos mężczyznom.
_________________ “Don’t cook. Don’t clean. No man will ever make love to a woman because she waxed the linoleum - «My God, the floor’s immaculate. Lie down, you hot bitch!»." Joan Rivers
Dzięki Bestio! Czy mężczyźni mieli podobne przeżycia / obserwacje?
EDIT:
Przebrnęłam przez dwie książki Dawkinsa - "Bóg urojony" i "Najwspanialsze widowisko świata". Mimo że nie jest to łatwa lektura gorąco polecam tym, którzy lubią dowiadywać się nowych rzeczy. Dawkins jest zoologiem, ewolucjonistą, naukowcem i wykładowcą na Uniwersytecie Oxfordzkim. "Bóg urojony" skupia się na chrześcijaństwie. Dawkins mówi, że jego celem było tutaj uświadomienie niektórym ludziom wierzącym, że jest też inna opcja, że można nie wierzyć w boga (jakiegokolwiek) i być dobrym człowiekiem. Dawkins obserwuje, że jest dużo osób, które praktykują wiarę, bo robili tak ich rodzice, robią tak ludzie w otoczeniu, a nigdy nie zastanowili się głębiej nad sensem wiary. Zgadzam się z autorem, że z religii niepotrzebnie robi się tabu, o którym nie można powiedzieć złego słowa. Dawkins bardzo przekonująco argumentuje, że jest więcej rzeczy wskazujących na nieistnienie jakiegokolwiek boga niż na jego istnienie. To bardzo spójny, logiczny dyskurs pełen argumentów, przykładów, nawiązań do różnych kultur i filozofii.
Z kolei "Najwspanialsze widowisko świata" jest poświęcone świadectwom ewolucji. Porywająca książka! Nie wiedziałam wcześniej, że jest aż tyle dowodów działania ewolucji i doboru naturalnego. Skamieniałości to najsłabszy z tych dowodów. Dawkins pięknie opisuje jak ewolucja zachodzi na naszych oczach - w ciągu kilku lat (przykład z bakteriami) lub kilku pokoleń, że wystarczy poobserwować zwierzęta i rośliny, żeby wysnuć logiczny wniosek, że nie zostały one przez nikogo przemyślnie zaprojektowane, ale poszczególne gatunki powstały w przeciągu wielu lat na drodze ewolucji. Myślę, że to bardzo ważna książka. W USA aż 44% ludzi wierzy i jest święcie przekonanych, że wszystkie gatunki powstały w tym samym czasie, że człowiek powstał od razu w obecnej postaci i że Ziemia ma 10 tysięcy lat mimo tego, że twarde dowody geologiczne świadczą o czymś zupełnie innym. Nauczyciele biologii, którzy nawiązują do ewolucji często są szykanowani, a kreacjonizm nierzadko jest wykładany na uczelniach jako teoria naukowa choć nic nie wskazuje na to, że jest ona prawdziwa.
Zaletą książek Dawkinsa jest to, że mimo tego, że pełno w nich naukowych pojęć i opisów skomplikowanych procesów (fizyka, genetyka) to są one zrozumiałe dla czytelnika, bo Dawkins nie poprzestaje na zarzucaniu nas terminami naukowymi, ale podaje mnóstwo przykładów i posługuje się prostymi analogiami.
_________________ Happiness is when what you think, what you say and what you do are all in harmony.
"Boga urojonego" czytałem zaraz po jego wydaniu w Polsce. Zamówiłem i z rozkoszą pochłonąłem go w całości, gdyż na tę książkę nakręcony byłem od początku informacji, że jest tłumaczona na polski rynek. Po tej lekturze wziąłem się za "bóg nie jest wielki" Christophera Hitchensa. Pisze zupełnie inaczej niż Dawkins, książka warta uwagi.
Polecam również "Modne Bzdury" Alana Sokala i Jean Bricmont`a, w której autorzy wyśmiewają "nadużywanie pojęć z zakresu nauk ścisłych" przez współczesnych intelektualistów lub pseudointelektualistów. Po przeczytaniu tej pozycji zmienił mi się sposób patrzenia na wypowiedzi niektórych użytkowników internetu.
Kolejną moją propozycją dla lubiących historię i tajemnice razem wzięte, polecam "Bracia przeklęci - historia masonerii" Roberto Gervaso, wyd. Twój Styl.
I na zakończenie tego posta: "Sztuka wojny" i "Metodu Wojskowe" Sun Tzu i Sun Pin. Chińskie traktaty wojskowe omawiające taktyki i strategie nie tylko dla wojska.
P.S. "Najwspanialsze widowisko" jest bardzo kuszące. Szczególnie kiedy Sonia pokazała mi to na półce w księgarni.
Dzięki Bestio! Czy mężczyźni mieli podobne przeżycia / obserwacje?
Przepraszam, że tak długo.
O mężczyznach czytałam trochę wcześniej i nie wiem, czy też jakoś mniej te eseje były interesująco napisane, czy może ze względu na płeć bardziej skupiłam się na przemyśleniach kobiet, w każdym razie te męskie pamiętam gorzej.
Nie było tyle o dzieciach i o kociokwiku łączenia opieki nad nimi z pracą zawodową, obowiązkami domowymi i czasem dla siebie, może dlatego, że u mężczyzn sytuacja była bardziej zróżnicowana, np. pisał autor u którego podział obowiązków występował tradycyjny – jedna osoba zajmuje się domem i organizowaniem czasu dzieciom, druga pracą zawodową, ale zamieniali się z żoną co tydzień (mogli tak, bo mieli wolne zawody); był też mężczyzna, który musiał godzić się z tym, że jego syn mieszka z ex-żoną i innym (być może kolejnym) facetem i z tym facetem musi się synem dzielić, a nie ma też pewności, czy ex-żona nie zdecyduje się przeprowadzić, swój esej zamieścił też mężczyzna, który zajął się wychowywaniem kilkorga dzieci kobiety, z którą się związał, podczas gdy ona pracuje zawodowo (on obecnie też wykłada, ale przez długi czas poświęcał się jedynie dzieciom, z których żadne nie jest jego biologicznym).
Przez piszących mężczyzn dzieci też nie były postrzegane jako balast czy przeszkoda np. w karierze zawodowej. Zajmowali się nimi, angażowali, cieszyli z ich obecności w swoim życiu itd. Ale mniej o nich było w tych esejach, mam wrażenie, że więcej o partnerkach, żonach, innych kobietach.
_________________ “Don’t cook. Don’t clean. No man will ever make love to a woman because she waxed the linoleum - «My God, the floor’s immaculate. Lie down, you hot bitch!»." Joan Rivers
"Wakacje za pół ceny" Anny Kłossowskiej to świetny poradnik dla osób, które nie mogą lub nie chcą wydawać fortuny na podróżowanie. Autorka jest podróżniczką i dziennikarką. W tej książce dzieli się swoimi spostrzeżeniami i podpowiada jak zaoszczędzić na dojazdach, noclegach, wyżywieniu, gdzie szukać tanich ofert i noclegów. Podaje mnóstwo przydatnych do tego adresów stron internetowych. Książkę uzupełniają relacje innych podróżników z ciekawych wypraw zorganizowanych niskim kosztem.
_________________ Happiness is when what you think, what you say and what you do are all in harmony.
Przeczytałam niedawno książkę „Przebudzenie” Kate Chopin. Większość z Was pewnie o niej słyszała – rzecz dzieje się w XIX w., jest to historia kobiety, w której, najogólniej mówiąc, budzą się pierwsze feministyczne myśli. I znalazłam tam taki cytat:
— Cała bieda w tym — westchnął doktor Mandelet domyślając się, o
co jej chodziło — że młodość tak łatwo oddaje się złudzeniom.
Chodzi o to, że Natura szuka zabezpieczenia i zastawia sidła na matki, bo
potrzebne są ludzkiej rasie. Niestety Natura wcale nie bierze pod uwagę
moralnych konsekwencji ani tego, że my, ludzie, arbitralnie stwarzamy
cały szereg warunków domagając się ich przestrzegania za wszelką
cenę.
Do tej pory zawsze sobie myślałam, że to, że ludzie mają zasady, moralność, wolność wyboru itd., itp. sprawia, że są ponad naturą. Ale teraz przyszło mi do głowy, że może to jest część działań natury, żeby ludzkość przetrwała. Instynkt macierzyński nie istnieje, to już wiemy. Coraz więcej kobiet ma możliwość wyboru i decyduje się nie mieć dzieci albo mieć ich mniej. I dlatego w dzisiejszych czasach niektórzy ludzie odczuwają taką presję i wywierają ją na bezdzietnych, podając różne bzdurne argumenty ZA – bo to część natury, być może tak ona się broni w dzisiejszych czasach przed tym, żeby ludzie nie przestali się rozmnażać.
Takie moje rozważania…
A książkę polecam, jeśli ktoś lubi XIXwieczne powieści.
Moje wakacyjne odkrycie to Bernard Cornwell i jego powieści historyczne :) Szczególnie podobają mi się te o dawnej Brytanii i późniejszej Anglii. Na pierwszy ogień poszła "Pieśń łuków: Azincourt" czyli historia o wojnie angielsko - francuskiej i bitwie pod Azincourt opowiedziane z punktu widzenia łucznika, który brał udział w tej bitwie. Słowo daję, że tak wspaniałego i trzymającego w napięciu opisu bitwy dawno już nie czytałam i nie widziałam. Wiadomo przecież kto wygra, ale Cornwell jest mistrzem narracji - prawie obgryzałam paznokcie z niepokoju.
Właśnie skończyłam "Zimowego Monarchę" - pierwszy tom z trzech z cyklu o Arturze (tym od Eskalibura). Książka jest świetnie napisana, z dużą znajomością geografii, z dbałością o szczegóły. Autor nie poddał się (przynajmniej nie całkiem) presji legendy i nie umieścił w książce zbroi płytowych, okrągłego stołu lub Graala. Z legendy mamy oczywiście kilka postaci: Merlina, Nimue, Ginewrę, Lancelota i Galahada (którzy jednak nie byli rycerzami) - wiadomo, że jak jest Artur to oni też muszą być. Autor pozostał wierny historii jeśli chodzi o broń i sposób walki, a także przedstawienie konfliktu pomiędzy pogańską wiarą a chrześcijaństwem. Opisy pogańskich rytuałów są porywające, choć nie wiem ile jest prawdy w tym jak zostały przedstawione przez Cornwella. Wielką zaletą tej książki jest to, że Artur jest człowiekiem z krwi i kości a nie wyidealizowanym bohaterem. Artur ma słabości i wady jak każdy człowiek. Jest idealizowany przez ludzi, którzy go nie znają, ale cała historia jest napisana z punktu widzenia żołnierza, który był przyjacielem Artura i który wiedział, że legenda często nie pokrywa się z prawdą.
_________________ Happiness is when what you think, what you say and what you do are all in harmony.
Dołączyła: 17 Paź 2009 Posty: 243 Skąd: Skąd się da
Wysłany: 2010-07-22, 17:50
Viento - podsunęłaś mi świetną książkę, dzięki.
Ja czytam powieść grozy "Czarny wygon" S. Dardy, byłego członka zespołu "Orkiestra św. Mikołaja". Rzecz dzieje się na terenie Roztocza. Czytałam wiele książek tego typu, ale ta mnie pozytywnie zaskoczyła. Polecam!
Wiek: 36 Dołączyła: 07 Maj 2010 Posty: 62 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-07-30, 20:09
Widzę, że na tapecie ostatnio "Najwspanialsze widowisko świata". :) Jak kogoś interesuje ewolucjonizm, to polecam też "Naszą wewnętrzną menażerię" Neila Shubina; sięgnęłam zresztą po tę książkę za rekomendacją samego Dawkinsa - w "Najwspanialszym..." wspomina o niej w kilku miejscach. Shubin barwnie i ciekawie opisuje związki, jakie łączą nas z całym światem zwierzęcym, nie tylko ze ssakami, ale i z owadami, a nawet z organizmami jednokomórkowymi. To znakomite uzupełnienie wykładu Dawkinsa.
A dla kontrastu sięgnęłam teraz po Silverberga i "Czarnoksiężników z Majipooru". Lubię ten cykl i z przyjemnością wróciłam na wielką planetę Majipoor, chociaż czas jakiś zajęło mi polubienie nowych bohaterów.
_________________ Więc jeszcze seta, znakomicie,
padniemy, ale zgódźcie się,
że z tylu różnych dróg przez życie
każdy ma prawo wybrać źle
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach